Żywa lekcja historii w murach szkoły przy Mickiewicza
Historia placówki oświatowej to nie tylko pożółkłe kroniki i urzędowe dokumenty. Czasem najcenniejszym źródłem wiedzy okazuje się pamięć człowieka, który sam przemierzał szkolne korytarze w czasach, gdy Polska przechodziła przez jedno z najtrudniejszych doświadczeń w swoim dziejów. Dzięki staraniom Fundacji Ochrony Dziedzictwa Ziemi Bielskiej udało się dotrzeć do Jerzego Kiczko – dziś 98-letniego mieszkańca Warszawy, urodzonego 6 lutego 1928 roku, który zachował niezwykle precyzyjne wspomnienia z lat spędzonych w Bielsku Podlaskim.
Rodzina Kiczków i bielska świątynia
Losy rodziny Kiczków od pokoleń splatały się z życiem religijnym i niepodległościowym miasta. Ojciec pana Jerzego, Stanisław Kiczko, był organistą w bielskim kościele – dziś Bazylice. Na to stanowisko zaprosił go osobiście ksiądz Antoni Beszta-Borowski, późniejszy błogosławiony męczennik. Rodzina zamieszkała przy ulicy Kościelnej, tuż obok świątyni. W czasie okupacji niemieckiej Stanisław Kiczko zaangażował się w działalność konspiracyjną jako żołnierz Armii Krajowej. Za tę postawę zapłacił najwyższą cenę – został aresztowany i rozstrzelany przez Niemców. Pamięć o ojcu towarzyszyła panu Jerzemu przez całe życie.
Szkolny gmach w cieniu Stalina
Z domu przy Kościelnej młody Jerzy codziennie szedł do murowanego z szarej cegły budynku przy ulicy Mickiewicza. Gmach robił wówczas ogromne wrażenie – był duży, przestronny i stanowił prawdziwą wizytówkę miasta. Pan Jerzy po raz pierwszy przekroczył jego progi w czasie pierwszej okupacji sowieckiej, gdy szkołę przekształcono w dziesięciolatkę imienia Józefa Stalina. Uczęszczał wtedy do klasy IV i V.
Mozaika kultur i cichy opór
Mimo narzuconego reżimu w klasach panował wielokulturowy klimat. Wśród uczniów był chłopiec pochodzenia żydowskiego, który nie nosił tradycyjnego stroju, lecz ubierał się jak reszta kolegów. Do szkoły chodzili też bracia Kułakowscy – Waldemar, rówieśnik pana Jerzego, oraz starszy Kazimierz, późniejszy ksiądz. Byli synami ówczesnego wójta gminy Bielsk.
Codzienność w sowieckiej szkole obfitowała w akty cichego buntu. Władze nie uznawały świąt religijnych i nie zgadzały się na dni wolne. Polscy uczniowie po prostu ignorowali nakazy i masowo nie przychodzili na lekcje. Sowieci nie mogli ukarać całej społeczności.
Pewnego dnia w klasie wybuchł alarm – ktoś napisał na tablicy hasło: „Śmierć komunizmowi!”. Śledztwo objęło całą placówkę, sprawdzano dłonie uczniów w poszukiwaniu śladów kredy. Sprawcy nie wykryto. Jak wspomina pan Jerzy, autorem napisu był jego kolega o nazwisku Pietruszczyk.
Przed szkołą stał pomnik Józefa Stalina. Gdy w 1941 roku, po ataku Niemiec na ZSRR, okupacja sowiecka dobiegła końca, uczniowie w odruchu buntu rozbili popiersie dyktatora. Sowieci dążyli do rusyfikacji, ale brakowało im kadry – większość przedmiotów prowadzili Polacy, a językiem wykładowym pozostał polski.
Powrót do nauki po wojnie
We wrześniu 1944 roku w starej części budynku wznowiono naukę. Po latach wojny brakowało dokumentów, a w klasach panowała ogromna rozpiętość wiekowa – rodzice i uczniowie sami deklarowali, do której klasy chcą dołączyć. Pan Jerzy wraz z kolegami zapisał się do IV, ostatniej klasy Gimnazjum imienia Tadeusza Kościuszki, które tymczasowo gościło w murach szkoły.
Weryfikacja wiedzy była bezwzględna. Przez pierwsze miesiące nauczyciele przeprowadzali częste kartkówki i sprawdziany. Po pierwszym kwartale nastąpiła selekcja – słabsi uczniowie przesuwani byli o klasę niżej, zdolniejsi mogli awansować wyżej. Dzięki pomocy Jana Sielickiego, komendanta hufca harcerstwa w Bielsku Podlaskim, pan Jerzy utrzymał się w IV klasie. Lekcji udzielali mu wybitni pedagodzy: dyrektor Smereka (polski i łacina), dyrektor Sikorski z Wilna (matematyka) oraz pani Ularczyk (niemiecki).
W 1945 roku pan Jerzy zdał tak zwaną małą maturę. Następnie przeniósł się do dzisiejszego I LO imienia Tadeusza Kościuszki, gdzie ukończył dwuletnie liceum i w 1947 roku zdał dużą maturę. Z tym wykształceniem wyjechał na studia do Warszawy, gdzie mieszka do dziś.
Świadectwo, które przetrwało dekady
Relacja 98-letniego Jerzego Kiczko to przejmujące świadectwo tego, jak mury bielskiej szkoły chroniły polską tożsamość i kształtowały charaktery młodych ludzi nawet w najtrudniejszych czasach wojennej i powojennej zawieruchy. Dla współczesnych uczniów to lekcja, której nie zastąpi żaden podręcznik.
Źródło: Szkoła Podstawowa nr 4 im. Adama Mickiewicza w Bielsku Podlaskim
Fot. facebook.com

